2.


Helena zaprowadziła mnie do piwnicy, tej samej w której pojawiłam się po teleporcie. Wkrótce potem pojawiła się tam para damsko-męska. Z początku stałam w oddaleniu, tak by nie przeszkadzać Helenie w rozmowie. Łysawy mężczyzna, który najwyraźniej dokonał teleportacji i szatynka, nowy narybek sądząc po rzucanych przez nią niepewnych spojrzeniach. Wyglądała jakby właśnie wyszła z pogrzebu – ubrana była w komplet czarny żakiet ze spódnicą i białą bluzkę spod której wystawała aksamitka. Na pierwszy rzut oka nie wyglądała na rebeliantkę. Czyli pewnie wpadła w jakieś kłopoty. Jakie – to mnie nie interesowało. Byleby trzymała je z dala ode mnie.

Helena zaproponowała jej i mi (powtórnie) zwiedzanie miasta. Najpierw poszliśmy na balkon, by nasycić swe oczy widokiem miasta z góry. Tego widoku – miasta wydrążonego w skale – nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Tym razem gdy Helena opowiadała o mieście okazało się, że w mieście żyje kilka tysięcy osób a nie sto. Sto tysięcy to maksymalna ilość mieszkańców.

Nawet tu, podczas podziwiania miasta, Helena próbowała mnie zrekrutować. To nie była rozmowa, której powinni się przysłuchiwać inni. Dlatego ta nowa z łysym zeszli do piwnicy, tym bardziej że pojawiła się tam jakaś inna parka.
– Potrzebujemy cię i twoich umiejętności. – spojrzałam na nią pytająco gdy to powiedziała. – Hakerskich, obsługi dawnego sprzętu. Większość takich specjalistów albo wyjechała za granicę albo pracuje dla rządu.
Tyle, że ja nie jestem hakerką a administratorem sieci, jeśli już.
– Chyba mnie z kimś pomyliłaś. – uśmiechnęłam się słodko. – Jestem modelką nie hakerką.
– Obie wiemy, że to nieprawda. Sprawdziłyśmy cię. Nie wiesz co się działo przez ostatnie dwa lata, zupełnie jakbyś zniknęła na ten czas, szukasz znajomych zamieszanych w tamte wydarzenia, ale nie szukasz głównej sprawczyni. Poza tym… – uśmiechnęła się lekko – sprawdziłam twój kod genetyczny. Zgadza się w 100%. – Musiałam mieć niewyraźną minę gdy mówiła o genetyce, bo zaraz dodała: podczas poszukiwań na tak wielką skalę korzysta się z kodu genetycznego by w razie czego porównać go z resztkami ciała. Nie pytaj jak to zrobiliśmy, im mniej wiesz tym lepiej.
– Nie interesowało mnie to.
– Tym lepiej.
– Nie interesuje mnie też przyłączenie się do ruchu oporu.
– Możemy ci pomóc. Pomóc znaleźć znajomych, uwolnić rodziców, ukryć cię przed służbami. Ty możesz też pomóc nam.
– Nie mam zamiaru. Poradzę sobie inaczej.
Spojrzała na mnie pobłażliwie.
– Jakie masz alternatywy? Kiedyś twoje nazwisko miało znaczenie, ale z ludźmi którzy mogliby ci pomóc przez dwa lata nie utrzymywałaś kontaktu. Jak mieliby ci zaufać? Zresztą, jak chcesz sobie poradzić na powierzchni? Nie znasz realiów a służby łatwo cię znajdą.
Wbrew temu co sądziła Helena, miałam alternatywę. Klucze. Miałam klucz do swojego czasu, parę godzin później, jak i tutaj, do tamtego pubu. Nawet jeśli nie dałabym rady powstrzymać następnego zamachu, mogłabym się lepiej przygotować do obecnej sytuacji.
Jej oferta, mimo wszystko, brzmiała przekonująco, ale nie chciałam z niej skorzystać bo od razu założyłam najgorszy wariant – w razie gdy ktoś znowu mnie zdradzi, swoją osobą narażę ruch oporu na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Próbowałam Helenie to wytłumaczyć, ale ona obstawała przy swoim, że z nimi będę bezpieczniejsza. Jej koronnym argumentem był symbiont dzięki któremu będę mogła zmieniać wygląd i który utrudni moją identyfikację genetyczną.
Skapitulowałam.

Zeszłyśmy do piwnic, do pozostałych dwóch par. Drugi facet też przyprowadził jakąś nową dziewczynę. Dziewczyna ginęła w czerni – czarne proste włosy, blada twarz zasłonięta czarnymi okularami, czarne eleganckie ubranie zgodne z obowiązującą modą sprawiały, że wyglądała na przestraszoną i stłamszoną dziewczynę.

Chyba chcieli gdzieś się wybrać, ale nasze przyjście zmieniło ich plany. Helena zabrała całą naszą szóstkę do laboratorium.

To była moja druga wizyta w laboratorium, więc nie zrobiły już na mnie takiego wrażenia wyłaniające się z półmroku rzędy słoi ze ślimakami. Dziewczyny, co oczywiste, były zaskoczone i nawet trochę przestraszone. Chyba nie bardzo wiedziały co i jak z tymi symbiontami. Helena tłumaczyła nam jakie moce mogą nam dać symbionty – między innymi mówiła o telepatii i teleportacji. Miałam być pierwszą z naszej trójki, która „przygarnie symbionta”.

Położyłam się na leżance, zgodnie z sugestią Heleny, ona tymczasem wyjęła tamtego ślimaka, który tak mnie polubił. Kazała mi zdjąć bluzkę by odsłonić brzuch. Zrobiłam tak, ale dopiero gdy panowie się odwrócili. Jestem modelką, ale to nie znaczy, że mam się obnażać na widoku każdego pierwszego lepszego faceta. Ślimak boleśnie wgryzł się w mój brzuch. Chciało mi się krzyczeć z bólu ale zacisnęłam zęby. Czułam na ustach słodki smak swojej krwi. Chwilę potem było już po wszystkim – nie została nawet blizna. Według słów Heleny, ślimak potrafił szybciej zregenerować nasze ciała.

Następnie Helena zaproponowała Ewie – tej szatynce – przygarnięcie symbionta. Dziewczyna nie była zbyt chętna, ale Helena namówiła ją na kontakt z symbiontem przez słoik. A potem stało się to, czego się obawiałam gdy to ja przyłożyłam rękę do słoika. Ślimak zbił słoik i rzucił się na Ewę. Wgryzł się jej w dłoń. Próbowała z nim walczyć, ale to tylko pogorszyło sprawę – ślimak wślizgnął się jej przez gardło.

Powiedzieć, że wszyscy byli w szoku to zbyt mało. Ewa wyklinała Helenę za to, że ją postawiła pod ścianą i nie dała wyboru. Helena przepraszała mówiąc, że po raz pierwszy symbiont tak się zachował. Ogólnie mówiąc, zapanował chaos. Szybko się jednak zrobił jeszcze większy.

Ewa próbowała się stąd wyteleportować – jak wcześniej mówiła Helena teleport to najprostszy sposób wejścia/wyjścia stąd, lepiej nie używać kanałów prowadzących na powierzchnię bo zdarza się, że są zasypywane przez napierające z góry piaski. Tak więc, Ewa próbowała się teleportować, ale jedyne co osiągnęła to zamiana w mgiełkę. Potem działo się coś, co nie bardzo rozumiałam. Ten łysawy poprosił Natalię o pomoc w sprowadzeniu Ewy z powrotem. Gdy Natalia zbliżyła się do słoików ślimaki starały się od niej uciec jak najdalej się da (co z oczywistych względów nie było specjalnie daleko). Potem już nic nie rozumiałam co się działo – Natalia w jakiś sposób przyciągała Ewę. Jak zrozumiałam był to wynik operacji jakiej poddano Natalię by uratować jej życie. Ale o co chodziło z operacją i jakąś nekrotechnologią, którą stosowały służby specjalne, nie bardzo wiedziałam.

Udało im się w końcu sprowadzić Ewę w jakiś sposób, którego w ogóle nie rozumiałam, ale liczył się efekt końcowy. Ewa była nieprzytomna, ale może to i lepiej, a na pewno spokojniej dla nas.

Helena pokazała nam nasze pokoje. Nie było w nich (bo nie podejrzewam, ze tylko w moim) zbyt wiele mebli, jedynie te najpotrzebniejsze – łóżko, szafka nocna, dwa krzesła, stół i szafa, ale najważniejsze że całość była czysta. Jeszcze w nocy wyszłam na miasto. Chciałam je poznać. Zdziwił mnie brak pubów, ale okazało się że piwo sprzedają tu w kawiarniach. Tylko ceny były wyższe – zdecydowanie wyższe – niż 2 lata wcześniej.

Reklamy
    • Kochia
    • Styczeń 13th, 2011

    Hmm… Sesje owocne. Pomysł fajny, jednak nad wykonaniem trzeba popracować ( nie to, abym się bardzo znała )
    Jest sporo powtórzeń, które kolą w oczy i pewne zdania/akapity tracą na wartości, przez to stając się mniej interesującymi ( nie mówię o powtórzeniach zamierzonych ).
    Nadal uważam tak jak w prologu pisałam, że przydało by się to bardziej płynnie rozwinąć. To jest opowiadanie a nie kod programistyczny! 😛

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: